czwartek, 25 lutego 2016

Rozterki ciężarnej mamy.

To dopiero 18 tydzień ciąży, a już mogę śmiało potwierdzić teorie, że każda ciąża jest inna. Inna nie tylko z medycznego i fizycznego punktu widzenia, ale też z emocjonalnego.
Zacznę od tego, że bardzo chcieliśmy mieć drugie dziecko, staraliśmy się jakiś czas, by później przestać i znów się starać. Niemniej, gdy się udało, byłam bardzo szczęśliwa, nadal jestem, ale wszystko przeżywam inaczej niż w pierwszej ciąży.

Tak samo z utęsknieniem wyczekuje każdego kopniaka, kolejnego usg, słuchania serca, ale podchodzę do tego...jakby mniej uczuciowo... Nie zachwycam się każdym niemowlęcym ubrankiem, nie siedzę z księgą imion, czytając ich znaczenie. Nie mam w głowie wyobrażenia idealnego bobaska przytulonego do moich piersi. Nie czuje tego silnego instynktu macierzyńskiego, który czułam w pierwszej ciąży i tuż po pozytywnym teście ciążowym. Dużo myślę o tym, by dziecko było zdrowe,zastanawiam się, czy to chłopiec, czy dziewczynka i jak praktycznie rozplanować wychowanie dwójki dzieci. Wciąż zastanawiam się, czy decyzja o drugim dziecku była słuszna, czy to odpowiedni czas, różnica wieku między dziećmi. Jak Dennis zaakceptuje rodzeństwo. Myślę o tym, że mój powrót do pracy przesunie się o koleje dwa lata.

Kocham dziecko, które się we mnie rozwija,wiem, że będę je kochała, gdy się urodzi, ale czy będę ja kochała tak samo, jak pierworodnego syna? Czy ta miłość będzie tak samo silna i bezwarunkowa?

Czy drugie dziecko też będzie moim małym ideałem? Nie wiem.

Trochę mi wstyd, że tak właśnie jest. Wydaje mi się, że matka nie powinna mieć uczucia niepewności, powinna być pewna, że będzie kochać dzieci jednakowo, że nie będzie robić różnic, że nie będzie ich porównywać. Dlaczego więc ja niczego nie jestem pewna, tak jak pewna byłam pół roku temu? Czy to moje hormony płatają mi figle? A może powinnam zostać matką jedynaka?

Nie chciałam tutaj o tym pisać, a właściwie chciałam, ale się bałam...bałam się fali krytyki...i oskarżań, że jestem/będę złą matką. Pisząc to nadal mam stracha przed opublikowaniem. Niestety nasze społeczeństwo promuje obraz idealnej matki zawsze cierpliwej, kochającej i dobrej. Przyznanie się do błędów czy obaw jest trochę jak rzucenie się na pożarcie rekinom.

Mimo wszystko napisałam ten post, napisałam i mam zamiar opublikować, bo może nie jestem jedyna? Może nie tylko ja mam takie obawy?

środa, 17 lutego 2016

Czego naprawde mi brak?

                           Pisałam już o tym, co kocham w Anglii(tutaj), pisałam, o ile łatwiej tu się żyje, o tym, że nie rozumiem rodaków mieszkających na wyspach i wciąż narzekających na to, jak tu jest źle. Ten post będzie zupełnie inny i napisze (pewnie dosyć sentymentalnie) czego mi tutaj brakuje i za czym tak bardzo tęsknie.

Najbardziej Brakuje mi mojej najlepszej przyjaciółki, o tak! Nadal mamy cudowny kontakt, rozmawiamy przez Skype, piszemy, dzielimy się radościami i smutkami, ale nie oszukujmy się...TO NIE TO SAMO! Brak mi tej mocnej kawy, którą robił nam jej facet, komentując, że jesteśmy plotkary, brak mi jej wspaniałej córki... Dziś już ma dwie... brak tej bliskości... bosz zabrzmiało dosyć romantycznie.

Brak mi mojej Babuni i jej pysznych obiadów w rozmiarze XXL, Tego, jak wołała na mnie „Oleńka” i traktowała trochę jak dziewczynkę. Spacerów z nią i zakupów na pobliskim ryneczku. Jej komplementów... o tak dla babci zawsze byłam najpiękniejsza :)

Tęsknie za upalnym latem i jeziorami, w których można się kąpać, odkrytymi pływalniami i chyba nawet za tym tłumem tam. Za ciepłymi goframi i zapiekanką pełną surówek. Tęsknie też za piaskownicami w parkach i na placach zabaw, naprawdę mi tego brakuje! Wiem, że Dennis by tam siedział i bawił się koparkami, które zabrałam z domu.

Brakuje mi corocznego Jarmarku Świętojańskiego i tego Bożonarodzeniowego. Poznańskiej starówki i miejsc przywołujących tysiące wspomnień. Tęsknie za spacerami z S. nad wartą, to było i zawsze będzie nasze miejsce, tam zaczynaliśmy... tam poznawaliśmy siebie, tam pierwszy raz powiedział mi kocham".

Brak mi pierogów ze szpinakiem (w UK szukałam ich chyba wszędzie), drożdżówek, pączków i rogali Marcińskich. Truskawek, takich sprzedawanych na kilogramy, nierównych, ale smakujących truskawkami.

Dziś naprawdę brakuje mi wielu rzeczy, zwyczajnych. Tęsknie za smakami dzieciństwa i znanymi mi drogami, ale wiem, że tęsknie, bo jestem tu, wiem, że gdybym wróciła do ojczyzny, tęskniłabym za Anglią, a przez problemy nie potrafiła się cieszyć tym, co w Polsce jest pięknego. Jestem szczęśliwa, cholernie szczęśliwa a tęsknota? Cóż myślę, że po części jest dobra, pozwala pamiętać to, co piękne.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.