Emigracja rozdarła mi serce.


Czasem mam tak silną chęć powrotu do ojczyzny, że aż boli. To taka chwila, kiedy każda cząstka mojej duszy pragnie tam być, szybko, teraz, natychmiast.
Sprawdzam po raz milionowy, ceny wynajmu mieszkań, zarobki, przedszkola, szkoły i całą resztę, bo cholernie czuję, że życie ucieka mi przez palce. Boje się policzyć ile mnie ominęło, urodzin bliskich. Chwil, gdy powinnam być obok osób, które są dla mnie ważne, i które zasłużyły bym była.
Czuje, że mogłabym więcej, mogłabym zapisać syna do szkoły sportowej, byłby występy z okazji dnia matki w przedszkolu córki.
Jednocześnie wiem, że miałabym mniej, mniej pieniędzy, mniej czasu, mniej siebie. Dlatego, właśnie dlatego tak rozrywa mi serce.

Bo kocham to, że tu mam ogród, że mam czas, że jest łatwiej żyć. Kocham to, że obcy ludzie są dla siebie mili, witają się i ślą uśmiechy.

A Jadnak coś ciągnie mnie tam. Do kraju trudnego życia, do kraju smutnych ludzi, do mojego kraju. Jakby ktoś ciągnął za niewidzialny sznurek przywiązany do mojego serca.

Najgorsze jest niezrozumienie, bo przecież mam dobre życie, poukładane, pełne miłości. Nie jestem tu sama, mam dzieci i partnera, tworzymy szczęśliwą rodzinę. Nikt nie rozumie, dlaczego mimo to czuje się przeraźliwie samotna, czasem do tego stopnia, że chciałabym uciec. Zostawić to wszystko. Spakować dzieci w walizkę i polecieć najbliższym samolotem, odetchnąć smogiem, który tak wszyscy przeklinają. Sama tej samotności nie rozumiem.


Odpowiedzialność to słowo klucz, ona mnie powstrzymuje. No i może trochę strach, bo cykor jestem. Ale głównie ta odpowiedzialność, to, że  nie mam prawa ciągnąć dzieci w niepewne, że muszą mieć dobre życie, na normalnym poziomie. Nie mam pewności, że tak będzie. Stosunek zarobków w Polsce do cen mieszkań, wynajmu, opłat, i całej reszty jest przerażający.
A jednak ludzie sobie radzą, żyją, mają dzieci, są szczęśliwi...
Myślę, że wcale nie mniej niż my żyjąc tu.

Właściwie nie wiem, dlaczego tak jest, że ciężko wrócić z emigracji.

Boimy się, my Polacy mieszkający gdzieś obcych krajach boimy się wrócić do ojczyzny. Dobrze wiem, że nie ja jedyna tak czuje. To dziwne, ale mam wrażenie, że łatwiej wyjechać z ojczyzny niż do niej wrócić.

Rozważamy, myślimy, kalkulujemy.

Jedni wracają i są szczęśliwi.

Inni wracają, by po kilku miesiącach znów kupić bilet na emigrację.

Jeszcze inni jadą na wakacje by po urlopie z żalem, ale i spokojem wracać do domu, bo to tu jest ich dom.

Mówi się, że dom jest tam gdzie serce, a co jeśli emigracja rozdarła mi serce na pół i każda z połówek kocha inny dom?



Komentarze

  1. Nie wiem co ja bym czuła w takiej sytuacji. Lubię jeździć za granicę, ale są to wyjazdy tylko urlopowe. Zgadzam się z tym, że Polska to kraj smutnych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. To na pewno trudne być daleko od ojczyzny, zostawić tu gdzieś ludzi których się kocha, lubi. Ale wszystko ma swoje plusy o minusy, trzeba o tym pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdaję sobie sprawę, że pobyt z daleka od rodziny i bliskich jest trudny, ale wszystko ma swoje plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja Cię rozumiem, ja nie wytrzymałam rozdarcia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję oczywiście, ale trzeba pamiętać, co ma na celu emigracja, zazwyczaj jest to szukanie lepszego życia. Jeśli się je znajduje z dala od ojczyzny, to dobrze. Tęsknota za najbliższymi będzie chyba silna zawsze. Taka już ludzka natura.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

A co Ty o tym myślisz?